Otworzyłam oczy, rozejrzałam się dyskretnie po pokoju znowu zadając sobie pytanie "gdzie ja jestem"... chwila namysłu ... No tak przecież jestem w swoim łóżku ( no prawie swoim :p) obracam się na bok, gubiąc ręcę w czeluściach pościeli z Ikei szukam ciepła drugiego ciała... No kurde gdzie on znowu jest?
A tu jesteś :)... Zarzucam swoje krótkie bądź co bądź łapki na mojego Pluszaka i od razu jakoś tak się bezpieczniej czuję. I wszystko byłoby ok gdyby nie to, że nagle zostaje wyrwana z lekkiego pół snu słowami... muszę iść do pracy... (oczywiście nie ja, bo ja pielęgnuję swoje bezrobocie - szlag mnie już trafia- no, ale ewidentnie do niczego się nie nadaję więc wegetuję dalej) i czar pryska.
Dlaczego jak człowiekowi jest dobrze, zawsze ale to zawsze nagle odwracasz się i pach.... obuchem w łeb od szarej rzeczywistości. Ja to w sumie ją sobie oswajam, bo nie chcę żeby mnie małpa gryzła wciąż w tyłek, biła na oślep i kładła na łopatki ... no bo ile można ja się pytam?
Czekam na swoje 5 minut i czekam i jakoś nie mogę się doczekać.
Słomianym zapałem nic nie zdziałam i doskonale to wiem, ale jakoś baaaaardzo brakuje mi motywacji. Skąd ją bierzecie?
Czy ktoś może mi pożyczyć trochę swojego entuzjazmu? Zapas mojego się chwilowo skończył dlatego bardzo chętnie przygarnę od kogoś. Obiecuję, że jak tylko podładuję swoje akumulatory ... to oddam z nawiązką. Zawsze tak było, że to ja słuchałam żali a w zamian oddawałam uśmiech... tylko trochę się zmęczyłam ... niech mnie ktoś pociągnie za sobą proszę !!! I niech mi pokaże, że znowu mogę.
A tymczasem ... mój futrzany stwór jest najlepszym pocieszaczem :D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz